A Ty jak to robisz? Długo i z uczuciem (niepewności) czy
szybko i spontanicznie?
My zdecydowanie wybieramy pierwszą wersję. Planujemy każdy
ruch, dyskutujemy, analizujemy a potem
...wychodzi albo nie. Ale nie warto się tym przejmować, gdyż dopiero się
poznajemy.
Nasza przygoda trwa miesiąc lub dwa. Jednak mamy nadzieję,
że jak to śpiewa pewien Pan z wąsem,
wszystko idzie " w dobrą stronę".
Może kilka słów o tym planowaniu. Na początku bierzemy ze
sobą aparat, stojak i luxomierz i idziemy w długą. Wędrując wybieramy coś co pobudzi naszą
wyobraźnię, zainspiruje nas do działania. Potem za pomocą aplikacji w
smartfonie sprawdzamy ilość lux'ów. Jeśli uznamy, że uzyskana wielkość jest
zadowalająca bierzemy się do rzeczy. Rozkładamy stojak, wybieramy kadr,
aplikujemy pojemnik z papierem i pstryyyyyyyk. Tak. Długi pstryk. Czasem 5, 10
albo 30 minut.
Przed wysunięciem zasłonki sprzed papieru, bierzemy w dłoń
naszą tabelkę z wcześniejszymi próbami i dywagujemy nad czasem, który pozwoli
nam uzyskać odpowiednio naświetloną fotografię. To zdecydowanie nie jest
proste.
Potem zasuwka zostaje odsłonięta i czekamy na wynik... aż
do wywołania, czyli kilka dni.
Wywoływanie musi mieć miejsce w ciemni, którą robimy sobie
sami. Zazwyczaj jest bardzooo romantycznie - tylko my i świece. A tak serio, to posługujemy się tylko bardzo
delikatnym światłem pomarańczowym, które było zalecane przy wybranym przez nas
papierze. Potem za pomocą wywoływacza, przerywacza, utrwalacza i wody
destylowanej uzyskujemy nasze cudowne dzieci. Jedyne, bajeczne i niepowtarzalne
fotografie negatywowe, które podbijają serca za każdym razem. Kto nie
próbował niech pierwszy rzuci kamieniem... SPRÓBUJE
! Uzyskanie takiej fotografii zapiera dech w piersi i daje ogromną satysfakcję.
Hmmm... A co można robić, podczas 20-sto minutowego
oczekiwania.? Robić inne zdjęcia. Proste - co nie ? xD












