piątek, 30 listopada 2018

Robienie zdjęć



A Ty jak to robisz? Długo i z uczuciem (niepewności) czy szybko i spontanicznie?
My zdecydowanie wybieramy pierwszą wersję. Planujemy każdy ruch, dyskutujemy, analizujemy  a potem ...wychodzi albo nie. Ale nie warto się tym przejmować, gdyż dopiero się poznajemy.
Nasza przygoda trwa miesiąc lub dwa. Jednak mamy nadzieję, że jak to śpiewa pewien Pan z wąsem,  wszystko idzie " w dobrą stronę".

Może kilka słów o tym planowaniu. Na początku bierzemy ze sobą aparat, stojak i luxomierz i idziemy w długą. Wędrując wybieramy coś co pobudzi naszą wyobraźnię, zainspiruje nas do działania. Potem za pomocą aplikacji w smartfonie sprawdzamy ilość lux'ów. Jeśli uznamy, że uzyskana wielkość jest zadowalająca bierzemy się do rzeczy. Rozkładamy stojak, wybieramy kadr, aplikujemy pojemnik z papierem i pstryyyyyyyk. Tak. Długi pstryk. Czasem 5, 10 albo 30 minut.

Przed wysunięciem zasłonki sprzed papieru, bierzemy w dłoń naszą tabelkę z wcześniejszymi próbami i dywagujemy nad czasem, który pozwoli nam uzyskać odpowiednio naświetloną fotografię. To zdecydowanie nie jest proste.
Potem zasuwka zostaje odsłonięta i czekamy na wynik... aż do wywołania, czyli kilka dni.  
Wywoływanie musi mieć miejsce w ciemni, którą robimy sobie sami. Zazwyczaj jest bardzooo romantycznie - tylko my i świece.  A tak serio, to posługujemy się tylko bardzo delikatnym światłem pomarańczowym, które było zalecane przy wybranym przez nas papierze. Potem za pomocą wywoływacza, przerywacza, utrwalacza i wody destylowanej uzyskujemy nasze cudowne dzieci. Jedyne, bajeczne i niepowtarzalne fotografie negatywowe, które podbijają serca za każdym razem. Kto nie próbował niech pierwszy rzuci kamieniem...   SPRÓBUJE ! Uzyskanie takiej fotografii zapiera dech w piersi i daje ogromną satysfakcję.
Hmmm... A co można robić, podczas 20-sto minutowego oczekiwania.? Robić inne zdjęcia. Proste - co nie ? xD





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz